Wczoraj miało miejsce coś, co w obecnych realiach po prostu musiało w końcu nastąpić. Padły serwisy jednego ze światowych gigantów, bez którego z pewnością wielu nie potrafi sobie wyobrazić codzienności – oczywiście chodzi o Facebook. Ponieważ Facebook to nie tylko portal społecznościowy, awaria dotknęła też inne popularne serwisy należące do Facebooka – Messenger, Instagram i WhatsApp.
To musiało prędzej lub później nastąpić. Tak to jest, jak wiele narzędzi trafia w zasadzie w jedno miejsce, w jedne ręce. Tak, to też cena tego naszego „postępu”. Łatwiej, szybciej, wygodniej, ale wszystko z dużo większym ryzykiem. Pamiętacie słynny pożar serwerowni T-Mobile? Olbrzymia katastrofa. Jednak katastrofa ta dotknęła jedynie w przybliżeniu 1/4 polskich posiadaczy komórek. Na świecie nie została nawet zauważona. A co się stało wczoraj? Mieliśmy „katastrofę” globalną, która zresztą niczym domino rzuciła się cieniem również na innych usługodawców. Dokąd my z tym wszystkim zmierzamy?
Za Facebookiem wszyscy sznurem
Wystarczyło wczoraj wieczorem wejść na popularny serwis Downdetector.pl i zobaczyć co się dzieje. Nie będę może się tu rozpisywał, więc pokażę na obrazkach:
Fot: Downdetector.pl / Print Screen
Jak widać wygląda to bardzo ciekawie, a to jedynie pokłosie awarii jednego jedynego serwisu. Wyobraźcie sobie zatem co by było, gdyby jednocześnie z Facebookiem padły też np. usługi Google’a?
Uzależniamy się do granic możliwości
Nowe nie zawsze znaczy dobre. Nie, nie jestem przeciwnikiem postępu i nowych technologii, co podkreślałem wiele razy. Jestem jednak zwolennikiem pozostawania przy alternatywach, nawet jeśli są one już dla niektórych przestarzałe. Dlatego też nadal zbieram numery telefonów od znajomych, żeby zawsze móc się z nimi skontaktować w bardziej tradycyjny sposób. Nie używam podczas rejestracji/logowania się do niektórych serwisów kont Facebooka, czy Google. Ogólnie, w co może trudno uwierzyć, w ogóle nie mam Facebooka i Messengera, bo nie są mi one do niczego potrzebne. Tak, można bez tego żyć i to całkiem szczęśliwie. Efekt jest tego taki, że w sytuacjach takich jak wczoraj nie wali mi się świat 🙂 A że świat się wielu osobom zawalił widać choćby na powyższych zrzutach ekranu. Gdybym nie wszedł wczoraj do internetu nawet nie wiedziałbym, że coś się popsuło. Kiedyś jeden z polskich podróżników powiedział w swoim programie telewizyjnym, że wiele ludów Afryki w ogóle nie zauważyłoby końca świata. Coś w tym jest.
To dopiero początki…
Takich sytuacji będzie więcej i będą one coraz dotkliwsze dla użytkowników. Kiedyś może się okazać, że nie tylko straciliśmy kontakt ze znajomymi, ale i nawet… źródło zarobku. Ba, cały sens życia. Bo wyobraźcie sobie, że znikają na nieco dłużej takie rzeczy jak Facebook, Messenger, WhatsApp, Instagram, Google, YouTube, Gmail, Meet, Chrome, Google Cloud, czy może nawet sam Android. Obawiam się, że niektórzy mogliby na trochę cywilizacyjnie wrócić na drzewa i chwycić za dzidy. A to tylko internetowe serwisy, a nie prąd, czy gaz. Tak moi drodzy – kiedyś był regał i segregator, dzisiaj jest chmura.
Żarty żartami, teraz można się pośmiać, ale kiedyś wcale może nie być do śmiechu. Potrafię sobie wyobrazić sytuację, że ktoś kiedyś może wcisnąć jakiś magiczny czerwony guzik. A wtedy jeźdźców Apokalipsy może być więcej niż czterech. Ale niewiele więcej. Wszak całe życie (nie w sensie dosłownym) niektórych osób już jest w rękach (lub może wkrótce będzie) w rękach dosłownie kilku, może kilkunastu osób.
Zainteresowany sekcją “blog”? Zajrzyj tutaj >>. Więcej informacji o telekomunikacji można znaleźć również na naszym Facebooku oraz Twitterze.
Wpisy w sekcji BLOG są prywatnymi opiniami Autora.














Android raczej nie może zniknąć. To system lokalny jak Windows, nie potrzebuje internetu do działania. Problem jest z systemami i usługami w chmurze jak Office365 czy GeForce NOW.
To nie do pomyślenia, by do edycji swoich dokumentów czy grania w swoje gry potrzebny był STAŁY dostęp do internetu. Niestety – wygoda wygrywa nad zdrowym rozsądkiem.